193 Obserwatorzy
26 Obserwuję
Katarzyba

Mój blog

Teraz czytam

The Complete Peanuts, Vol. 1: 1950-1952
Charles M. Schulz, Garrison Keillor
Exodus from the Long Sun
Gene Wolfe

Tajemnicza historia w Styles

Tajemnicza historia w Styles - Tadeusz Jan Dehnel, Agatha Christie Tylko trzy, bo odgadłam kto jest mordercą, a poza tym czytało się jak zwykle wyśmienicie.

Piąte dziecko

Piąte dziecko - Lessing Doris David i Harriet postanawiają być szczęśliwi, a dla nich szczęście to duża, wielodzietna rodzina. Kupują willę, bogaty ojciec Davida obiecuje pomoc finansową. Ich dom staje się bezpieczną przystanią dla krewnych i znajomych. Bije z niego ciepło, ludzie uwielbiają tam przyjeżdżać. Potem jednak rodzi się Ben. Nieładny, trochę zapóźniony i przede wszystkim socjopata, może nawet psychopata. Nie znam się na psychiatrii, ale nie przypuszczam, żeby pewne skłonności ujawniały się już u niemowlęcia, a w zasadzie, według tej książki, już w życiu płodowym. Obecność niedostosowanego dziecka rozbija rodzinę i izoluje ją. Kim miał być Ben? Próbą? Karą? A jeżeli karą, to za co? Harriet mówi w pewnym momencie, że to kara za to, że ośmielili się z Davidem marzyć o szczęściu dla siebie. Ale któż z nas nie chciałby być szczęśliwy? Nawet jeśli w ich marzeniu o dużej rodzinie było trochę egoizmu (zakładali bowiem, że cała rodzina będzie im pomagała), to przecież ich krewni mogli odmówić, a nie zrobili tego. Nikt nikogo do niczego nie zmuszał. W sporze o przyszłość rodziny bez lub z Benem rację mają i Harriet i David. W jeden z recenzji przeczytałam, że Piąte dziecko to obraz matki pozostawionej samej sobie w obliczu problemu bardzo trudnego dziecka. Z tym też się nie zgadzam. Harriet zamknęła się w sobie. Szukała pomocy u specjalistów psychologów, wychowawców. A przecież wiadomo, że obce osoby, nawet specjaliści nie zawsze mają pełny obraz sytuacji. Harriet uznała, że własna rodzina jej nie pomoże. Dlaczego tak założyła? Nie mam pojęcia.Cała ta sytuacja jest dla mnie tak nierealna, że pasowałaby na temat powieści grozy z nurtu literatury popularnej. Tak, tam pasowałaby idealnie. Ostatnio nie mam szczęścia do Noblistów. Chociaż zwykle daję im drugą szansę. Tym razem też tak zrobię. Mimo wszystko.

Nieśmiertelność zabije nas wszystkich

Nieśmiertelność zabije nas wszystkich - Drew Magary,  Grzegorz Komerski Lubię tego typu powieści: społeczeństwo w czasach wielkich zmian, ciekawe czasy jak z chińskiego przekleństwa. Mamy rok 2019 wymyślono lek na starzenie się. Specjalna szczepionka zapewnia, może nie nieśmiertelność, ale zatrzymanie proces starzenia. W dalszym ciągu możesz zginąć pod kołami samochodu, albo umrzeć na raka. Pojawiają się nowe problemy i ruchy społeczne. W trakcie czytania bawiłam się wymyślaniem nowych, potencjalnych zmian społecznych. Początkowo ludzi ogarnia euforia, porzucają pracę, stare religie i formalne związki chociażby takie jak małżeństwo. John, główny bohater, niczym się szczególnie nie wyróżnia. Przedstawiciel, nowego pokolenia wiecznych dwudziestolatków. Stara się przeżyć. Tylko tyle i aż tyle w świecie, który mimo szczepionki wcale nie stał się bardziej przyjazny dla człowieka. Pochłonęłam w dwa wieczory. Warto było.

Isle of the Dead

Isle of the Dead - Roger Zelazny Francis Sandow jest nieśmiertelny, nosi imię bóstwa i dzięki temu ma moc tworzenia. To dopiero znaczy czuć się jak Bóg! Jest samotny, mieszka na odludnej planecie, żywiąc się resztkami wspomnień. Tak jest do dnia, kiedy dostaje wiadomość, a w niej zdjęcie kobiety którą kochał. Pojawia się jego stary wróg i Francis musi podjąć wyzwanie. Zanim podejmie się walki, Francis odwiedza najpierw swojego mistrza, przedstawiciela starej, niezwykle inteligentnej rasy, który wie wszystko o zemście. Sandow dociera na wyspę, na której ma się spotkać ze swoim wrogiem. Po drodze jednak wiele się zmienia i Sandow dochodzi do wnioski, że może walka na śmierć i życie nie zawsze jest konieczna. Może i to co napisałam nie brzmi najgorzej, ale książka nie zainteresowała mnie na tyle, żeby ją na dłużej zapamiętać. Niczym mnie nie zaskoczyła, niestety.

To Say Nothing of the Dog

To Say Nothing of the Dog - Connie Willis Ned Henry jest podróżnikiem w czasie. Jego zleceniodawczyni, niezwykle apodyktyczna Lady Schrapnell, wysyła historyków w różne miejsca w czasie w poszukiwaniu strusiej nogi biskupa. Ned odbywa tyle skoków w czasie, że zapada na chorobę typową dla tego zawodu zwaną dyschronią. Najlepszym lekarstwem na tę przypadłość jest dużo snu i wypoczynek. Rzecz nie do zrealizowania, kiedy wokół krąży Lady Schrapnell. Przełożony Neda - pan Dunworthy nie widzi innego wyjścia jak tylko odesłać swojego pracownika gdzieś bardzo daleko. Nie może to być ta rzeczywistość, bo Lady Schrapnell odnalazła by nieszczęśnika bez problemu i zaraz pogoniła do roboty. Ned trafia do 1888 roku, tam ma odpocząć, ale też jednocześnie wykonać ważną misję. Oczywiście w wyniku zaawansowanej dyschronii zupełnie zapomina co właściwie miał zrobić. Na swojej drodze spotyka młodego studenta Terenca i jego profesora. Razem wynajmują łódź. Mamy więc już trzech panów w łódce. A pies? Oczywiście jest i on - Cyryl pupilek Terenca. Dzięki niezwykłemu zbiegowi okoliczności Ned spotyka praprabakę Lady Schrapnell - Tossie, oraz swoją koleżankę z biura Verity. Ned i Verity próbują zachowywać się tak, żeby nie zmienić biegu wydarzeń. Czy im się to udaje, no cóż... niekoniecznie.Pisząc krótko, powieść czytało się świetnie. Dla każdego, kto lubi takie wiktoriańskie klimaty.

Panowie i damy. Świat Dysku

Panowie i damy (Świat Dysku, #14) - Piotr W. Cholewa, Terry Pratchett W Lancre znajdują się "bramy", specjalne miejsca, które kiedyś łączyły świat ludzi i elfów. I nie elfy, to nie te przyjazne stworki z bajek dla dzieci. Jeżeli czytaliście powieść Jonathan Strange & pan Norrell, to wiecie o czym piszę. Przejścia zaczynają się otwierać. W Lange wielkie zamieszanie, bo właśnie trwają przygotowania do królewskiego ślubu. Czy jednak nikt nie zauważa niebezpieczeństwa? Oczywiście, że nie. Jest przecież babcia Weatherwax i niania Ogg (Magrat jest tymczasowo zajęta własnym ślubem). Zresztą zbliżają się posiłki: magowie i bibliotekarz z Niewidzialnego Uniwersytetu. Aha i są jeszcze młode wiedźmy bardzo ambitne i wyszczekane. Jak to nastolatki. Wszystko na barkach Babci Weatherwax. Tak to bywa, ale czy trzeba się poddawać? Ależ nie! Oczywiście, że nie.Co to mogę więcej napisać? Jeżeli ktoś zna inne powieści Pratchetta i lubi ten typ humoru, to na pewno się nie zawiedzie.

Planeta Zła

Planeta Zła - Robert Sheckley Will Barrent bohater Planety Zła budzi się na pokładzie statku. Nic nie pamięta, zna tylko swój numer. Za chwilę wszystko ma się wyjaśnić. Statek ląduje na planecie więziennej, a Will dowiaduje się, że został skazany za morderstwo. Na planecie nie ma strażników. Więźniowie pilnują się sami, dzięki systemowi kast i przywilejów. Awansować można tylko w jeden sposób - zabijając innego mieszkańca.Jest jeszcze tajna organizacja, której celem jest wysłanie kogoś na Ziemię, żeby sprawdzić co się tam dzieje. Nikt z mieszkańców planety więziennej tego nie wie, całkowite odzyskanie pamięci nie jest możliwe. Ludzie narkotyzują się, żeby przypomnieć sobie choć skrawki dawnego życia. Nikt jednak nie potrafi złożyć tych fragmentów w logiczny obraz Ziemi. Na temat jak wygląda życie na rodzimej planecie krążą fantastyczne historie. Organizacja w końcu wybiera wysłannika. Specjaliści określają najbardziej prawdopodobny rodzaj struktury społecznej. To co jednak odkrywa Will różni się bardzo od przewidywań organizacji. Ale tego już zdradzać nie będę.

The Death of Grass (Sphere Popular Classics)

The Death of Grass (Sphere Popular Classics) - John Christopher Śmierć traw przypomina mi do pewnego stopnia Dzień tryfidów Johna Wydhama. Tutaj też ludzkość musi zmierzyć się z naciągającą zagładą. W Śmierci traw jest nią powszechny głód. Miasta wyludniają się, ludzie wyruszają w poszukiwaniu żywności. Na drogach robi się tłoczno i bardzo niebezpiecznie. Gdzieś istnieją oazy. Gospodarstwa rolne położone na niedostępnych skrawkach ziemi. Do jednego z takich miejsc zdążają trzy małżeństwa. Po drodze porzucają dawne wzorce moralne. Liczy się tylko życie. Ich własne, oraz ich bliskich. Świat w których nie ma żywności jest światem bezwzględnym. Kiedy czytałam tę powieść nie mogłam się powstrzymać z porównywaniem jej z Dniem Tryfidów, na korzyść tej ostatniej. Tam też ludzkość stanęła przed dużym wyzwaniem, której przyczyną była powszechna ślepota i zagrożenie ze strony zmodyfikowanych roślin, tytułowych tryfidów. Przy całej skali nieszczęścia bohaterowie starają się jednak postępować uczciwie. Znaleźć rozwiązanie, ocalić siebie i swoich bliskich nie krzywdząc przy tym innych. To oczywiście nie jest takie proste. Ich wiara w człowieczeństwo zostanie poddana próbie. Ta powieść dała mi wiele do myślenia. Zastanawiałam się razem z bohaterami nad tym, które rozwiązanie byłoby lepsze, jak pogodzić pewne rzeczy, ile można poświęcić dla wspólnego dobra. Śmierć traw nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia.

Kroniki birmańskie

Kroniki Birmańskie - Guy Delisle Piękna, nieśpieszna opowieść autobiograficzna. Żona autora komiksu pracuje w fundacji Lekarze bez Granic. Misją MSF jest, aby dotrzeć z pomocą lekarską tam, gdzie ludzie są jej pozbawieni. I tak małżeństwo z małym synkiem Louisem trafia do Birmy. Słyszeliście o Birmie? Ja przyznaje, nie za dużo. Kraj rządzony przez juntę wojskową widziany oczami Europejczyka. To i tak jest wygładzony obraz. W końcu Guy z rodziną mieszka w luksusowej dzielnicy, ich synek chodzi do francuskiego przedszkola, od czasu do czasu można wpaść na imprezę do francuskiej ambasady, czy australijskiego klubu. Ten prawdziwy, nie uładzony świat jest gdzieś tam w zamkniętych enklawach, do których jeździ żona Guy'a. Biurokracja, cenzura, wojsko na ulicach, a zwykli obywatele radzą sobie jak umieją. To co mi się bardzo spodobało, to sposób prowadzenia narracji. Nie ma tu moralizatorstwa ani nadęcia. Guy opowiada po prostu to co widzi, codzienne życie mieszkańców kraju rządzonego przez dyktaturę wojskową widziane od wewnątrz, przeżywane wspólnie z jego mieszkańcami. Dzień za dniem, niby nic takiego, a jednak... Przeczytane w jeden wieczór :)

Wdowa Couderc

Wdowa Couderc - Georges Simenon, Hanna Igalson-Tygielska To jeden z tych przypadków, kiedy wstęp do powieści jest tak samo ciekawy jak sama powieść. Georges Simenon napisał 400 powieści (!) prowadził przy tym bujne życie towarzyskie, a jego biografowie zastanawiali się jak to było możliwe. Chociaż z drugiej strony, skoro na napisanie powieści wystarczało mu zwykle 3 tygodnie... Jestem pełna podziwu. Georges Simenon, o którym nigdy wcześniej nie słyszałam, był pewien, że dostanie nagrodę Nobla i był zdruzgotany, kiedy tak się nie stało. Za swojego największego konkurenta uważał Alberta Camusa i to on, a nie Simenon, otrzymał Nobla w 1957 roku. Camus przeszedł do historii literatury, o Simenonie mało kto słyszał, tymczasem autor wstępu Paul Theroux próbuje nam udowodnić, że niesłusznie zapominamy o tym belgijskim pisarzu.Dobrze, teraz co do samej powieści. Język Wdowy Courderc jest bardzo prosty, lakoniczny. Ponoć autor powiedział kiedyś, że jeżeli widzi jakieś ładne zdanie, to natychmiast je wykreśla. Ta prostota każe skupić się nam na samej fabule.Jean bohater powieści dopiero co wyszedł z więzienia, wsiada do autobusu bez większego bagażu i bez celu. Zaniedbany, a mimo to przyciąga wzrok kobiet. Wpada w oko dwadzieścia lat starszej od niego wdowie. To silna kobieta, która już dużo przeszła w życiu. Ponieważ ma takie, a nie inne doświadczenia uważa, że o wszystko w życiu musi walczyć, podporządkować sobie otoczenie wszelkimi sposobami. To są bohaterowie naszego dramatu. A dalej cóż miłość, zazdrość i wyrzuty sumienia. Wszystko co bolesne, zagmatwane, ludzkie.

Obfite piersi, pełne biodra

Obfite piersi, pełne biodra - Mo Yan Kilkanaście dni temu Mo Yan otrzymał Literacką Nagrodę Nobla. Popędziłam do biblioteki i udało mi się zdobyć ostatni egzemplarz jego książki "Obfite piersi, pełne biodra". Kiedy zaczęłam czytać opowieść o rodzinie Shangguan nawet się ucieszyłam, bo zapowiadało się na sagę rodzinną, a ten typ powieści bardzo lubię. Niestety po kilkudziesięciu stronach pojawia się w książce nowy narrator, którym jest syn Shangguan Lu - Shangguan Jintong i od tego momentu kolejne kartki przewracałam głównie dlatego, że obiecałam sobie doczytać do końca. Dopiero dzisiaj przeczytałam w Wikipedii fragment uzasadnienia przyznania Nobla. Mo Yan dostał tę nagrodę jako ten "który z halucynacyjnym realizmem łączy opowieści ludowe, historię i współczesność". Pewnie gdybym przeczytała to wcześnie, to dwa razy zastanowiłabym się czy warto sięgnąć po tę książkę. Bo cóż to znaczy "halucynacyjny realizm"? Z recenzji umieszczonych w internecie wynika, że niektórzy próbują przypiąć książce łatkę realizmu magicznego, ale to też nie jest to. Pewnie, że dużo rzeczy i zjawisk występujących w powieści jest mało prawdopodobne, ale nie dodaje to uroku, czy magi tej powieści, jest raczej irytujące. Weźmy na ten przykład samego bohatera. Jington opowiada staje się narratorem właściwie w momencie, kiedy wydaje pierwszy krzyk, ale to jeszcze w niczym nie przeszkadza. Jington ma obsesje na punkcie kobiecych piersi, dlatego między innymi do siódmego roku życia odmawia spożywania innego pożywienia jak mleko matki. Z książki wynika, że Jington miał wyrosnąć na bardzo przystojnego mężczyznę. Jak to jest możliwe, skoro był permanentnie niedożywiony (kobiece mleko po jakimś traci wartości odżywcze) i miał potwornie krzywy zgryz (przy takim sposobie odżywiania nie mogło być inaczej). Jest też scena, kiedy Lu razem ze swoją najstarszą córką pchają wózek z trójką małych dzieci. Pchają go trzy dni. Obie mają obwiązane, lotosowe stopy. Jest taka scena w książce Lisy See "Dziewczęta z Shangaju", kiedy siostry uciekają przed Japończykami i ładują matkę na wózek. Bowiem ich matka z połamanymi, lotosowymi stopami, nie mogłaby szybko, ani długo iść. Może scena ta miała pokazywać determinację, ale mimo wszystko nie jestem przekonana. Możecie powiedzieć, że się czepiam, ale ja się lubię "czepiać". Zresztą Mo Yan zafundował jednej rodzinie tyle tragedii i splotów okoliczności, że cała ta opowieść wydał mi się mało wiarygodna. Pewnie przez to nie potrafiłam też współczuć, ani nawet polubić żadnego z bohaterów (a jest ich cała masa). Pewnie krytyk literacki odnajdzie w tej powieści uniwersalne odbicie czegoś tam, ale ja nie potrafię. Na okładce wydawca umieścił cytat z zagranicznej recenzji "Proza wyrazista, czerpiąca humor z najtragiczniejszych źródeł". Gdzie ten humor ja się pytam? A sceny z chińskiej rewolucji też mną nie poruszyły. Może dlatego, że sąsiadowały z opisami kobiecych piersi, będących obsesją Jingtona. Nie wierzę prozie Mo Yan. Dałam trzy gwiazdki, bo nobliście nie wypada dać dwóch.

Nazywam się Numer Cztery

Nazywam się numer cztery - Ting-xing Ye, Katarzyna Maleszko Nazywam się numer cztery to wspomnienia Ting-Xing Ye z czasów klęski głodu i Wielkiej Rewolucji Kulturalnej w Chinach. Ting-Xing Ye jest córką właściciela fabryki. W wyniku obowiązkowej nacjonalizacji, państwo przejmuje fabrykę ojca. Ojciec Ye popada w depresję, ciężko choruje i wkrótce umiera. Wdowa zostaje sama z czwórką dzieci i wkrótce też podąża za mężem. Sierotami zajmuje się przyszywana babka. Rodzina Ting-Xing z zamożnej staje się bardzo biedna. W dodatku dzieci czekają szykany w związku z pochodzeniem. Są przecież potomstwem kapitalisty. Mao Zendong zarządza obowiązkowe przesiedlenie części ludności z dużych miast do obozów na wsiach. Ye trafia do jednego z nich, gdzie musi walczyć z tęsknotą za domem, strachem przed przyszłością, i co tu dużo mówić często walczyć po prostu o przeżycie.Uważam, że tego typu wspomnienia powinny być w spisie lektur szkolnych. Przede wszystkim dlatego, żebyśmy mogli uzmysłowić sobie, że naprawdę nie żyjemy w najgorszych czasach, ale również po to, żeby przypomnieć jak naprawdę wyglądał komunizm.

Rany wylotowe

Rany wylotowe - Rutu Modan Kobi Franco, taksówkarz po trzydziestce otrzymuje niespodziewanie wiadomość, że jego ojciec mógł zginąć w zamachu bombowym. Spotyka młoda dziewczynę Numi, na którą znajomi wołają "żyrafa". Wspólnie wyruszają na poszukiwanie ojca bohatera. Jak to zwykle bywa w takich opowieściach w trakcie podróży zaczynają dostrzegać nowe fakty i zbliżają się do siebie. Czyta (i ogląda) się świetnie. Polecam z czystym sumieniem.

Egipcjanki

Egipcjanki - Christian Jacq Świetna książka popularno-naukowa o życiu Egipcjanek za czasów świetności Egiptu. Dzięki Christianowi Jacq przekonałam się jak bardzo się myliłam w swoich wyobrażeniach na temat tamtych czasów. Z szkolnych podręczników do historii pamiętam obrazki niewolników ciągnących ciężkie kamienie i poganianych przez nadzorców z batami. Nie wyglądało to na czasy, w których chciałybyśmy żyć. A może jednak się mylimy? Okazuje się, że kobietom żyło się w Egipcie całkiem nieźle. Lepiej niż w starożytnej Grecji, Rzymie czy średniowiecznej Europie. Przede wszystkim kobiety mogły zajmować najwyższe stanowiska, z faraonem włącznie. Nikogo to nie dziwiło. To Grecy, czy Rzymianie byli zaskoczeni, a ich urzędnicy robili wszystko żeby ograniczyć przywileje kobiet z nad Nilu. Egipcjanki rozbudzały ich wyobraźnię: były pewne siebie, samodzielne, przedsiębiorcze, doskonale wykształcone. Ginekologia i położnictwo stało na bardzo wysokim poziomie. Zresztą kobiety często zajmowały się medycyną. Podobał mi się sposób zawierania małżeństw: mężczyzna budował dom, kiedy skończył zapraszał do niego kobietę. Spisywali od razu umowę, jak dzielą się wspólnym majątkiem w razie rozwodu i to było tyle. Proste?Polecam, nawet tym osobom, które nie lubią historii, mam na myśli taką "szkolną historię". Sama jej nie cierpiałam.

Kobieta, która wyszła za chmurę

Kobieta, która wyszła za chmurę - Jonathan Carroll Napiszę krótko: Jonathana Carrolla stać na więcej.

Ghost World: Screenplay

Ghost World - Daniel Clowes Dzisiaj przeczytałam komiks o niczym. Ghost world to historia dwóch przyjaciółek - Enid and Rebeki. Rebecca jest ładną dziewczyną, ale nie ma wyrazistej osobowości, dlatego ludzie jej nie zauważają. Pragnie miłości i jest gotowa się zakochać, nie ma przy tym wielkich wymagań.Enid to zbuntowana nastolatka. Bunt jej jest oczywiście niedojrzały. Przejawia się przede wszystkim w odważnych fryzurach i strojach, agresywnym zachowaniu i obraźliwych odzywkach.Obie snują się po miasteczku, widząc w każdym przechodniu dziwadło. Niczym w gruncie rzeczy nie wyróżniają się spośród tłumu. Enid rozpaczliwe próbuje, kupując jako pierwszy samochód karawan. Tyle, że ja mam ochotę zapytać: "Ale właściwie co z tego"? Na okładce amerykański wydawca napisał, że powieść ta jest zabawna (nie przypominam sobie, żebym chociaż się uśmiechnęła), zaskakująca (nie zauważyłam) i nostalgiczna. Może dla Amerykanów jest. Podejrzewam, że za tydzień nic nie będę z niej pamiętała, niestety.Jedyne co ratuje ten komiks to rysunki, naprawdę świetne. Zresztą, gdyby nie to, pewnie w ogóle bym do niego nie zajrzała.