Uf... ale się zmęczyłam. Jakiś czas temu obiecałam sobie, że będę doczytywała książki do końca. Dało radę, ale ciężko było, w końcu to prawie 600 stron. Przede wszystkim bardzo zmęczył mie język - stylizowany na staropolski. W dodatku, nie tylko dialogi były tak napisane, ale też i narracja. Plewy... czytałam jednocześnie z Grą o Tron, to też mogło wpłynąć na tak niską ocenę. Ta pierwsza wypadła przy powieści Martina bardzo blado. Za dużo dygresji i szczegółów, które nic nie wniosły do akcji. Szarka i Twardokęsek idą i idą, rozmawiają z ludźmi w karczmie, idą, czasami ktoś ich napadnie, idą... Jedyną postacią, która mnie zainteresowała była księżniczka Zarzycka, szkoda, że zajęła tak mało miejsca w książce. W innych recenzjach przeczytałam, że Plewy na wietrze miały zaskakujące zakończenie. Nie zauważyłam...