193 Obserwatorzy
26 Obserwuję
Katarzyba

Mój blog

Teraz czytam

The Complete Peanuts, Vol. 1: 1950-1952
Charles M. Schulz, Garrison Keillor
Exodus from the Long Sun
Gene Wolfe

Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater, czyli perły przed wieprze

Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater, czyli perły przed wieprze - Lech Jęczmyk, Kurt Vonnegut Eliot Rosewater urodził się bogaty. Zapobiegliwość jego przodków, usunęła z jego drogi wszelkie materialne troski. Ich dewizą było: "Zagarniaj więcej, niż ci potrzeba, bo inaczej nie dostaniesz nic". Eliot od dzieciństwa uwielbiał towarzystwo strażaków. Kiedy więc w czasie działań wojennych Drugiej Wojny Światowej przypadkowo zabił trzech z nich, doznał głębokiego psychicznego urazu. Potem nigdy nie był już taki jak przedtem. Po wojnie ożenił się i wiódł na pozór szczęśliwe życie. W końcu postanowił przenieść się do małej miejscowości, z której pochodziła jego rodzina. Wreszcie miał cel w życiu - uszczęśliwić jego mieszkańców. Ojciec Eliota, popularny senator, wyznawał zasadę, że bieda wynika z życiowej nieporadności, a nadmierna filantropia prowadzi tylko większej bierności obywateli. Eliot widział jednak w mieszkańcach miasta dawnych pionierów, którzy przybili do brzegów Nowej Anglii. To jednak nie byli ci sami ludzie. Tu nie chodziło tylko o wyuczoną bezradność, ani o brak inteligencji. Doszedł zupełnie nowy, a jakże groźny problem."Nędza jest stosunkowo niegroźną chorobą, nawet dla najwątlejszej amerykańskiej duszyczki, podczas gdy bezużyteczność zabija silnych i słabych, i zawsze jest śmiertelna. Musimy znaleźć na nią lekarstwo". Mieszkańcy okręgu Rosewater obserwują działalność Eliota z niedowierzaniem. Fundacja Rosewater płaci niedoszłym samobójcom, żeby nie targali się na swoje życie, opłaca marzenia i płaci za życiowe błędy. Znajomi rodziny zaczynają uważać go za wariata. Sylvia, żona Eliota nie wytrzymuje psychicznie i opuszcza męża, oskarża go o uprawiania "samarytrofii". Wraca do rodziny do Anglii i postanawia korzystać z życia ile się da.Eliot mieszka sam w domu strażackim. Wieczorami pije alkohol i czyta powieści science-fiction mało znanego pisarza Kilgore Trouta. Eliot wygłosił kiedyś na spotkaniu z pisarzami pamiętna mowę:"Kocham was, wy sucze syny - powiedział Eliot w Milford. - I was teraz tylko czytam. Tylko wy mówicie o tych straszliwych zmianach, jakie zachodzą w świecie, tylko wy jesteście tak szaleni, by wiedzieć, że życie jest podróża kosmiczną, i to wcale nie krótką, ale taką, która trwać będzie miliardy lat. Tylko wy macie dość odwagi, aby naprawdę troszczyć sie o przyszłość, tylko wy naprawdę zauważacie, co robią z nami maszyny, co robią z nami wojny, co robią z nami miasta, co robią z nami wielkie i proste idee [...] Tylko wy jesteście tak głupi, aby zadręczać się czasem i przestrzenią bez końca, tajemnicami, które nigdy nie zostaną rozwiązane, a także tym, że właśnie teraz decydujemy, czy milardletnia podróż kosmiczna zaprowadzi nas do nieba czy do piekła".Eliot pyta też ile się należy zwyczajnemu człowiekowi od życia, od państwa. Czy w ogóle coś się należy? W pewnym momencie w książce pojawia się stwierdzenie: "Ludzie dostają to, na co zasługują". Zaraz potem jedna z bohaterek otrzymuje w prezencie pojemnik na zapasową rolkę papieru toaletowego.Chyba lubię ten gorzki humor.